|
|
|
ROZDZIAŁ |
Błogosławiony Wincenty
Kadłubek |
|
CZWARTY |
DZIESIĘĆ LAT PRACY, SŁUŻBY
i OFIAR ROZLICZNYCH
NA STOLICY BISKUPIEJ w KRAKOWIE |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
I oto postać biskupa
Wincentego przed nami!! Cała poświęcona i
oddana uczynkom dobrym i ofiarom na cele
najwyższe. Jak Krasiński powiada, zdjął z
siebie osobowość, a przeniósł ją na kraj, na
służbę Bogu, na ukochaną owczarnię.
Jako dobry pasterz czuwał i pracował nad tem,
aby duchowieństwo jego dyecezyi wypełniało
gorliwie i sumiennie szczytne obowiązki
swego powołania i owieczkom swoim
przyświecało dobrym przykładem. Przez
naprawione duchowieństwo
bł. Wincenty wpływał znowu na innych
wiernych. Najbardziej leżało biskupowi
Wincentemu na sercu osobiste zwiedzanie
kościołów parafialnych, rozsianych po
rozległej dyecezyi i zetknięcie się z
ulubiona owczarnia. Na takie odwiedziny
kanoniczne poświęcał czas wolny od innych
naglących spraw urzędu biskupiego. Tu
dopiero rozwijał cały majestat godności
biskupiej i gorliwości apostolskiej. |
|
|
|
W porywających
przemowach zachęcał wszystkich do serdecznej
zgody i miłości chrześcijańskiej, a wszędzie
urządzał modlitwy przed wystawionym
Przenajświętszym Sakramentem na ubłaganie
pokoju i zgody powszechnej pod panowaniem
tak dobrego księcia, jakim był jego
wychowaniec Leszek Biały. Jeżeli sobie żywo
przypomnimy klęski, jakie spadły na Polskę
od śmierci Bolesława Krzywoustego i przez
czas podziału Polski miedzy jego synów, te
kłótnie, zaburzenia wewnętrzne
i liczne obcych najazdy, na co patrzył bł.
nasz Wincenty, to łatwo pojmiemy, ze temu
gorącemu miłośnikowi ojczyzny
i gorliwemu duszpasterzowi najwięcej o to
chodziło, by zgoda i pokój jak najrychlej
znowu zakwitły w milej ojczyźnie. |
|
|
|
Wpływem swym, powaga i
roztropnością załatwiał najzawilsze i
najzaciętsze spory książąt polskich, a
zwaśnionych doprowadzał do zgody. Długie
lata toczyły się swary bratnie miedzy
Władysławem Laskonogim i synowcem jego,
Władysławem Odonczym, Spluwaczem, księciem
kaliskim; Polska zaś na tych wewnętrznych
kłótniach bardzo ucierpiała, przygotowując
się już na zaciętą i krwawa wojnę domową.
Bł. Wincenty wystąpił jako pośrednik,
pogodził obu przeciwników i tym sposobem
zażegnął niebezpieczna burze, ściągającą się
znowu nad biedną Polską w podziałach.
Przyczynił się do wybawienia Kolomana i
Salomei, młodej pary królestwa halickiego, z
niewoli, w jakiej pozostawała
w Torzoku, w dzisiejszej dzielnicy
twerskiej, i wprowadził ich po raz drugi na
tron halicki. Sami rokoszanie haliccy, co
się przedtem na młodą parę targnęli,
uszanowali teraz świętobliwość biskupa
krakowskiego i przyjęli Salomee i Kolomana z
całą serdecznością. Tak o sprawy ojczyste
dbał nasz wielki biskup. Otaczajac opieka
ojcowska wszystkich wokoło, poświęcał
wszystkie swoje dochody i majętności na cele
wielkie i wiecznotrwałe. Kościół Najśw.
Maryi Panny w Kielcach był podówczas bardzo
ubożuchny, mało miał jeszcze księży, a i
tych nie miał czem zaopatrzeć. |
|
|
|
Dał więc ksiądz -
biskup Wincenty fundusz po wieczyste czasy
na to, ażeby dziesięciu kapłanów stale przy
tym kościele służbę duchowa wykonywało. Dla
kościoła katedralnego w Krakowie zapisał
dziesięciny z ośmnastu wsi na to, ażeby
kanonicy mieli na codzienne nabożeństwo, na
wino i światło. Jak dbał o cześć Najśw.
Sakramentu, jaka żywą wiarą przejęte było
serce jego w te cudowna tajemnice, dowodem
to, że darował dziesięcinę z wioski Bawół,
która tuż przy Krakowie leżała , ażeby
bezustannie, dniem i nocą płonęła wieczna
lampa przed P. Jezusem, utajonym w
Najświętszym Sakramencie. Wioskę tę, jak
wiadomo, później Kazimierz Wielki przyłączył
do miasta Krakowa i w niej założył pierwszy
budynek wszechnicy. |
|
|
|
U grobu św.
Stanisława, biskupa krakowskiego, srebrną,
wielką lampę zawiesił, która została tam 500
lat. Lecz nie na tym koniec. Bogobojny ten i
wielki kapłan narodu otaczał także opieką i
zapisami klasztory, mnożące się w kraju, bo
wiedział, iż praca zakonników ogromne
przynosi korzyści narodowi, gdyż szerzy
oświatę, zaszczepia wiarę i cnotę i dźwiga
lud ku wyższym celom. |
|
|
|
W rozwoju naszej
oświaty klasztory, liczne rozsiane po ziemi
polskiej, stawały się jakoby ogniskami
wiecznie jaśniejącymi, i one to istotnie w
pracy postępu wielka zdobyły zasługę.··W
czasach bł. biskupa Wincentego mnożyły się
u nas klasztory Cystersow. Najpierw
rozsiewały się w ojczyźnie naszej klasztory
Benedyktynów, a tych było już za czasów
Kazimierza Sprawiedliwego kilkanaście.
Klasztorów norbertańskich w tym czasie było
u nas siedem. Prócz tego staraniem Jaksy z
Miechowa założono jeden klasztor tak zwanych
Bożogrobców w Miechowie. Zliczywszy razem
wszystkie klasztory za panowania Kazimierza
Sprawiedliwego, było ich w Polsce 41. Biskup
Wincenty opiekował się klasztorami, a które
były uboższe, te wspierał zapisami i
darowiznami. Zapisywał więc po 2 i po 3, a
nawet i więcej wiosek tym lub owym
klasztorom, ażeby ułatwić im prace nad
oświata, i umoralnieniem narodu i dąć im
sposobność do zakładania szkół i udzielania
wsparć
i pomocy wszelkiej nędzy, cisnącej się do
wrót klasztornych. |
|
|
|
Poza tym
posiewem dobrodziejstw, które hojna
rozrzucał dłonią, jeszcze są ślady jego prac
innych. Opiekował się on
i młodymi kapłanami, braćmi Odrowazami,
Jackiem i Czesławem, którzy później obaj w
poczet świętych zostali wliczeni.
Tak przeszło rychło dziesięć lat pracy
biskupiej, bogatej w plony wielkich zasług.
Poświecony Bogu, biskup Wincenty służył
wiernie, zaparłszy się siebie. |
|
|
| |
|
|
|
z "Przewodnika
chrześcijanina rzymskokatolickiego" |
|
wydanego 30
maja 1905 roku. Opracował Ks. Teofil Gapczynski. Wydanie pierwsze. Stutgart.
Z księgarni katolickiej Otona Thomy |
|
|
|