|
|
|
ROZDZIAŁ |
Błogosławiony Wincenty
Kadłubek |
|
TRZECI |
KRONIKA BISKUPIA |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Po śmierci Kazimierza,
który Wincentego zawsze miął przy sobie, ks.
biskup Pełka nie chciał zezwolić na to, aby
wrócił do Sandomierza. Ogromna wiedza tego
kapłana, ciągła nauka i praca,
najdoskonalsza znajomość teologii i historyi,
to wszystko było skarbem nieocenionym, a ks.
biskup Pełka pragnął zawsze mieć przy swoim
boku uczonego kapłana, by zasięgać rad jego
i pytać go w niejednym o wskazówki. Wstąpił
na tron Leszek Biały. I ten Wincentego
uważał za doradcę, opiekuna i nauczyciela
swego. Jemu powierzył młodziutką swą córkę
Salomeę, którą jako narzeczoną bł. Wincenty
Kadłubek odwiózł i uroczyście oddał
Kolomanowi. Święte słowa kapłana widocznie
anielski wpływ Wywarły na dziecku książęcem;
wszakże ta Salomea w poczet błogosławionych
została później wliczona i bogaty zastęp
patronów naszych jakby pod skrzydła swe
przygarnęła. Lecz oto zbliżała się wielka i
doniosła chwila dla mistrza Wincentego. |
|
|
|
Umarł biskup Pełka w
roku 1207, a kapituła krakowska jednym
głosem prawie o to się upomniała, aby
Wincentego biskupią obdarzyć godnością.
Wcale nie zważano na te przeszkody, iż nie
był on kanonikiem krakowskim, iż był jeszcze
młody, bo wszyscy wielbili i czcili w nim
godność nadziemską prawie, wszyscy mieli to
przeświadczenie, iż prawdziwie będzie on
takim biskupem, o jakim św. Grzegorz,
papież, mówił: ”Biskup powinien mięć długą
rękę, aby potrzeby ubogich opatrywać, cudzy
niedostatek za swój poczytać, a jeśli tego
nie ma, nadaremno zowie się biskupem”. |
|
|
|
Papież Innocenty III
potwierdził wybór Wincentego na biskupa, a
Henryk, arcybiskup gnieźnieński, udzielił mu
świętego namaszczenia. I oto w życiu mistrza
Wincentego poczynała się zmiana. Teraz
dopiero w pełni miłosierdzia, dobroci i
mądrości występowały jego cnoty, teraz
dopiero jaśniała dusza wielka w życiu tego
wielkiego męża. Gdyby się była znajdowała
podówczas w Krakowie ręka kronikarza,
któraby wszystko zdołała opisać, co ten
wielki w cnocie biskup czynił dobrego,
bylibyśmy zdumieni i zachwyceni. Ale
niestety, ledwie licha część z tych
dobrodziejstw i czynów została przechowana w
pamięci. Uczył sam, cieszył, radził, łzy
ocierał, wątpiących rozgrzewał, sieroty
tulił, krzywdzonych bronił. Jak szeroka
rzeka popłynęły czyny dobrodziejstw! Wszyscy
biedą i nędzą uciśnieni uciekali się do
Wincentego, jako do ojca, opiekuna i
dobrodzieja swego, a nikt nie odszedł od
jego progów bez pociechy i pomocy.
Szczególnie młodzież, garnąca się do nauk,
miała w nim dobrodzieja i rzecznika. |
|
|
|
Bł. Wincenty Kadłubek
opiekował się ludem nader gorliwie i
troszczył się o to, ażeby obyczaje tego
ludu, jeszcze napół dzikie i ciemne,
rozjaśnić nauka religii i ulepszyć zasadami
wiary chrześcijańskiej. Dlatego popierał
klasztory, które coraz liczniej rozsiewały
się w Polsce, dlatego dopomagał do
zakładania nowych. Wszak wiedzą dziś prawie
wszyscy, jaką ogromną zasługę w szerzeniu
oświaty, religii i cnoty położyły zakony te,
które się w Polsce osiadły. Wszak w owych
dniach rozświtu dopiero chrześcijaństwa, gdy
naród jeszcze nie miął wpojonego poczucia
dobra, wiary i cnoty, zakony jak światła
Boże szły wśród szeregi wiosek, słowo Boże
rzucały, a dusze wiodły i serca rozgrzewały. |
|
|
|
Dziesięć lat na
biskupiej godności pracował bł. Wincenty, a
tych lat dziesięć jako wielka pochodnia
płonie w ojczyźnie naszej. Słusznie też
jeden z poetów dawnych rzekł: ”Bezpiecznaś,
złota wolności w różowej koronie, gdy ci
stanął Wincenty, biskup, ku obronie!" |
|
|
|
Wśród prac rozlicznych
opracowywał jeszcze dalej swą kronikę, która
wielkim i niezmiernej wartości jest dziełem.
Pierwszą księgą o dziejach ojczyzny naszej,
pierwsze słowa o historyi od jej samego
początku, wszakże to podwalina do całej
historyi narodu naszego i uratowanie od
zagłady zapomnienia tych pierwszych chwil
życia, które, jak nad kolebką dzieciny w
różowych migają blaskach. |
|
|
|
Pięknie też rzekł ks.
Floryan Jaroszewicz o bł. Wincentym
Kadłubku: ”Pierwszy on z Polaków kronikę
polska i stylem i porządkiem pięknym napisał
i dał światło następującym po sobie
pisarzom. Cudzoziemcom zaś, którzy nie
znając Polski, wiele niepewnych rzeczy o
niej pisali, dał na nos okulary, przez co
niektórych zazdrosnych pióra na siebie
zaostrzył.” I jeśli dziś niejednemu z nas
miło jest wspominać czyny i zasługi
pradziadów swoich, jeśli nas cieszą pamiątki
dawnych walk zwycięskich, jeśli nam miłe
ostatnie, mchem porosłe kamienie rozwalin z
lat najdawniejszych, czyż nie więcej miła
kronika owa najstarsza, najdawniejsza,
kronika pisana ręka kapłana – biskupa, który
ojczyźnie wszystko dobre przyniósł na
chlubę, a pokoleniom następnym zostawił
świętość swą, jako spuściznę wiecznotrwałą,
i opiekę w niebie, nigdy nie gasnącą? |
|
|
|
Że kronika była pisana
po łacinie, to się samo przez się rozumie,
gdyż w owych czasach jeszcze pisownia polska
nie była utrwalona, a mowa polska dopiero
stwarzała właściwe sobie piękno. |
|
|
| |
|
|
|
z "Przewodnika
chrześcijanina rzymskokatolickiego" |
|
wydanego 30
maja 1905 roku. Opracował Ks. Teofil Gapczynski. Wydanie pierwsze. Stutgart.
Z księgarni katolickiej Otona Thomy |
|
|
|